Weteran bitwy o Monte Cassino Edmund Gonsławski z Miami skończył w maju 100 lat

06-04-2018

Edmund Gonsławski...
100. urodziny...
Edmund Gonsławski...
Ślub Państwa...
W chwili wybuchu...
'Sybirak od...
Z córką Ewą na tle...
Spotkanie z...
Fot. Archiwum...

26 maja 2018 roku pan Edmund Gonsławski, znany Czytelnikom „Białego Orła” jako „Sybirak od kolebki”, obchodził 100. urodziny. Bohater bitwy o Monte Cassino świętował w otoczeniu rodziny i przyjaciół, ale znalazł też kilka chwil na wywiad dla Czytelników naszej gazety. Tylko „Białemu Orłowi” zdradził, jaka jest tajemnica długowieczności, jak spędza zwykły dzień i co sądzi o współczesnej Polsce.   

„Biały Orzeł”: Kilkanaście dni temu obchodził Pan setne urodziny. Co trzeba robić, jak trzeba żyć, żeby w tak dobrej formie dożyć tak pięknego wieku?

Edmund Gonsławski: Powiem tak – trzeba się trzymać swoich zasad. Nie przyjmować żadnych rad z boku, że to czy tamto, tylko trzymać się zasad jednego doktora. Jemu trzeba zaufać. Ja przez ostatnie 10 lat korzystam z usług i porad tylko jednego lekarza i on powiedział mi, że muszę się trzymać kilku zasad. Trzeba odstawić cukry, sole czy inne torty, torciki, bo podeszły wiek tego nie wytrzymuje. Ja mu powiedziałem, że się postaram. I tak zacząłem naprawdę żyć – nie wiem, co to jest tort, a sól ograniczyłem do 1/4 tego, co normalnie, podobnie z cukrem. Ale dodam jeszcze jedno – kocham wino, ale piję je tylko w czasie obiadu czy kolacji, a więc podczas jedzenia takiego treściwego. Lekarz mi odpowiedział, że to nic złego. Poza tym ja nie wiem, co to jest alkohol, w takiej postaci jak np. wódka. Po prostu odczuwam wstręt do tego, ale wino piję do dnia dzisiejszego.

Białe czy czerwone?

Czerwone piję.

A gdy był Pan młodszy?

W czasie, gdy byłem młodszy, np. w wojsku, to było różnie. Wtedy nie ograniczało się w niczym i w ogóle nie wiedziało się nic o jakimś tam ciśnieniu czy cholesterolu. Żyłem tak, jak każdy inny.

Miał Pan zresztą wtedy dużo poważniejsze problemy na głowie, o których opowiadał nam Pan kilka lat temu. Czy myśli Pan, że ta wojna, pobyt na Syberii i udział w walkach miały wpływ na to, że jest Pan bardziej zahartowany?

To prawda. Ja nie wiem, jakim cudem, ale... ja po prostu byłem zahartowany. Dosłownie byłem bity, kopany w twierdzy w Brześciu przez 8 miesięcy. Trudno sobie to nawet wyobrazić. Na lewe oko nie widzę, jeden palec mam odszczypany przez Sowietów. Wtedy w wieku 29 lat nie wiedziałem, za co, i nie rozumiałem dobrze, co to jest komunizm! A potem dostałem karę śmierci. Łaskawy oficer zamienił moją karę na 10 lat Syberii. Wyjechałem tam, gdzie 2 lata przebyłem w kopalniach, gdy przyszła błogosławiona amnestia. Zostałem błyskawicznie zweryfikowany i w II korpusie jeździłem z dowódcą łączności, gdzie miałem możliwość wszystko, dosłownie, widzieć. Przeżyłem to wszystko. Przeżyłem Monte Cassino wtulony w skałę, trzęsąc się ze strachu, nie będę kłamał. Widziałem na własne oczy naszych żołnierzy z porozrywanymi brzuchami, bez ręki, bez nóg. Przeżyłem to wszystko.

Pamiętam z naszych poprzednich rozmów, że o granicę śmierci otarł się Pan już wcześniej...

Wcześniej w Rosji miałem jeszcze lepszy wypadek – gdy dołączyłem do wojska, zachorowałem na tyfus i zapalenie płuc. Odstawili mnie do rosyjskiego szpitala wojskowego i tam naprawdę miałem taką gorączkę, ponad 40 stopni przez 9 dni, że naczelny doktor zawiadomił oddział, do którego dołączyłem, że mam tylko parę godzin życia. Przyjechał ksiądz wysłany przez dowództwo i tylko przez mgłę go widziałem, jak schylony nade mną robił znak krzyża na czole, czyli ostatnie namaszczenie i pytał się mnie, czy mam coś do przyzlecenia. Nie bardzo rozumiałem, o co się rozchodzi, tylko całą siłą woli krzyknąłem „ja chcę żyć!”. I zemdlałem. Ksiądz i doktor odeszli. Po 24 godzinach usiadłem na łóżko, po 9 dniach nieprzytomności! Gorączka mi spadła i zdążyłem jeszcze na ewakuację w Rosji z oddziałem, do którego zostałem przydzielony. To był naprawdę cud. Po latach, we Włoszech, kiedy już miałem 28 lat i narzeczoną, byliśmy na mszy, na której zaręczyliśmy się. Ksiądz bardzo mi coś przypominał, silnie na mnie jakoś oddziaływał w czasie mszy. Gdzieś już tę twarz widziałem – myślałem sobie. Narzeczona powiedziała mi, żebym po mszy poszedł do zachrystii i zapytał. Poszedłem i się okazało, że to był właśnie ten ksiądz z Rosji, który dawał mi ostatnie namaszczenie. Proszę sobie wyobrazić, że później dał nam ślub i był naszym najlepszym przyjacielem do końca, aż do mojego wyjazdu do Argentyny, gdy straciliśmy kontakt. W tym kraju byłem 13 lat. Wspominam Argentynę bardzo mile, ale z mojego punktu widzenia nie jest to kraj dla Polaków. Postarałem się o przyjazd do Ameryki. Dostałem pracę w redakcji w Chicago, ale nawet tam nie dotarłem, bo wylądowałem w Miami. Tam tak się spodobało żonie i córce, że rozpakowaliśmy walizki i przez cały okres mojej działalności weterańskiej byłem tutaj komendantem stowarzyszenia weteranów oraz stowarzyszenia kombatantów.

Jakich rad udzieliłby Pan młodym ludziom? Co jest najważniejsze w życiu?

Przede wszystkim nie zapomnieć, że się jest Polakiem. Ja urodziłem się na Syberii, ale zawsze czułem się Polakiem. Trzeba być wielkim polskim patriotą. Także tutaj, w Ameryce.

Śledzi Pan to, co się dzieje obecnie w Polsce?

Tak, bezwarunkowo śledzę. Jestem stale na fali, że tak powiem. Polska naprawdę idzie w dobrym kierunku – takie jest moje spostrzeżenie.

A co się Panu najbardziej podoba?

Przede wszystkim ta nowoczesność. Byłem w Polsce 3 lata temu i wygląda to wspaniale. Naprawdę Polska mi się podoba.

A wydarzenia na świecie też Pan śledzi?

Tak, ale nie za bardzo rozumiem te skoki polityczne, które się dzisiaj dzieją, jakieś groźby. Ja to wyczuwałem przed II wojną światową, bo pracowałem jako kierowca w sztabie i wiedziałem na parę dni przed, że będzie wojna. Ale to, co dziś obserwuję, to mi się nie bardzo podoba – to grozi czymś niebezpiecznym. Tak ze wschodu, jak i z naszej strony. Po prostu nie rozumiem tych wyskoków polityki amerykańskiej. Czuję pewien niesmak.

Niedawno były kolejne obchody bitwy o Monte Cassino we Włoszech. Tym razem nie wziął Pan w nich udziału, ale był tam Pan 2 lata temu.

Byłem bardzo wzruszony. Witałem się z Panem Prezydentem. Bardzo mi się to podobało. W tym roku odmówiłem, choć do mnie telefonowali. Byłem 2 lata temu i wiem, jakiego to wysiłku wymaga.

A jak Pan teraz spędza czas, poza tym, że obserwuje Pan to, co się dzieje w Polsce i na świecie?

Dopóki jeszcze mogę chodzić, codziennie chodzę z wędką na rybki, nad jezioro (śmiech).

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Arkadiusz Rogowski

wróć

Fotorelacje

Dni Polskie w Lake Compounce

W dniach 9 i 10 czerwca w parku rozrywki w Lake Compounce (Bristol, CT) odbyła się kolejna edycja Dni Polskich – imprezy organizowanej już od dwudziestu lat przez Kongres Polonii Amerykańskiej oddział w Connecticut. Fot. Asha Lassen, Robert Iwanicki

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Czerwiec
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
        01 02 03
04 05 06 07 08 09 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
06-21-2018
Doroczny BAZAR parafialny w parafii św. Wojciecha w Filadelfii
06-21-2018
Koncert Mateusz Smoczyński Quintet
06-22-2018
VI Forum Charyzmatyczne w Narodowym Sanktuarium MB Częstochowskiej w Doylestown
06-22-2018
Doroczny Polski Festiwal w Syracuse
06-22-2018
Koncert Mateusz Smoczyński Quintet w Chris Jazz Cafe w Filadelfii
Zobacz kalendarz

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com