- Trzeba zdać się...
Major Wilczyński...
Mieczysław...
Służbę w RAF w...
Szwadron RAF nr 4....

Major Mieczysław Wilczyński z Fort Lauderdale we wrześniu będzie świętował 101. urodziny

03-21-2018

– Współczesna Polska zdumiewająco mi się podoba – mówi w rozmowie z „Białym Orłem” major Mieczysław Wilczyński z Fort Lauderdale na Florydzie – weteran walk o niepodległą Polskę z okresu II wojny światowej. Pół roku temu świętował 100. urodziny i wciąż jest w dobrej formie. Jego losy to gotowy scenariusz na świetny film, jak również lekcja polskiej historii.              

Urodził się 21 września 1917 roku w Pułtusku na Mazowszu. Gdy miał 3 lata, jego rodzina przeprowadziła się do Bydgoszczy. Tam uczył się w szkole podstawowej i w gimnazjum. W 1932 roku cała rodzina ponownie się przeprowadziła – tym razem do Torunia, gdzie kontynuował naukę w humanistycznym gimnazjum im. Mikołaja Kopernika. Z powodu następnej przeprowadzki naukę kontynuował w Kutnie i to tam w 1936 roku zdał maturę.

Pokrzyżowane plany

Tuż po egzaminie dojrzałości Mieczysław Wilczyński rozpoczął służbę wojskową w podchorążówce rezerwy w Gnieźnie. Tam zdecydował się na służbę zawodową. Został przyjęty do Zawodowej Szkoły Podchorążych w Komorowie. Po dwóch latach pobytu w tej szkole wybuchła II wojna światowa.

Wtedy moje losy potoczyły się zupełnie inaczej niż planowałem. To przerwało moje zamiary. Musiałem robić to, do czego mnie przydzielono w wojsku – opowiada „Białemu Orłowi”.

Walczył w 36. Pułku Piechoty w Warszawie. 1 września 1939 roku, jako dowódca plutonu karabinów maszynowych, brał udział w ostrzeliwaniu niemieckich samolotów nadlatujących na Warszawę. 6 września został przydzielony ze swoim plutonem do 72. kolumny wozów osobowych Sztabu Głównego. Kolumna opuściła Warszawę udając się w stronę Brześcia, a następnie do Kowla i Zaleszczyk.

17 września 1939 roku Wilczyński przekroczył granicę polsko-rumuńską. – Tuż po tym weszli Rosjanie i zamknęli most, ale nam się jeszcze udało przedostać do Rumunii. Tam było już kilka obozów wojskowych dla ludzi, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia ojczyzny – wspomina. W Rumunii pracował w ambasadzie Polski, m.in. przy sortowaniu listów internowanych w obozach Polaków. – Po jakimś czasie dowiedziałem się, że we Francji tworzy się znowu polska armia, więc zgłosiłem się – mówi Mieczysław Wilczyński, którego losy są zarazem doskonałą lekcją polskiej historii.

W lutym 1940 roku udał się do armii polskiej we Francji. Jako podchorąży przeszedł weryfikację, po której jako podporucznik został przydzielony do piechoty w Bretonii. Stamtąd z niemieckiego okrążenia w czerwcu 1940 roku udaje mu się dostać na brytyjski okręt wojenny i odpłynąć do Wielkiej Brytanii, gdzie został przydzielony do służby w oddziałach generała Władysława Sikorskiego. Przeszedł też szkolenia.

Anglia zamiast Monte Cassino

Na początku 1942 roku 24-letni wówczas żołnierz trafił okrętem do Murmańska, a stamtąd do oddziałów generała Władysława Andersa w Dżałał-Abadzie na terenie ZSRR. W sierpniu ewakuował się do Iraku, gdzie służył w oddziałach piechoty. W grudniu 1942 roku został skierowany do Palestyny na kursy oficerów łączności między piechotą a lotnictwem, w przerwie których wrócił do pułku w Iraku.

W maju 1943 roku zgłosił się na ochotnika do służby w lotnictwie (RAF) i po badaniach medycznych wyjechał do Anglii. – Gdybym wtedy został, poszedłbym z armią generała Andersa do Włoch, która zdobyła Monte Cassino – opowiada.

W Anglii szybko przeszedł przeszkolenie nawigacyjne, które kontynuował w Kanadzie w okolicach Toronto, gdzie funkcjonowało lotnisko. – Loty odbywaliśmy chyba co drugi dzień, bo trzeba było wszystkiego się nauczyć. Mnie to dość dobrze szło, ale niektórych odesłano z powrotem do armii. Przeszedłem całe szkolenie, które trwało jakieś pół roku, po czym wróciłem do Anglii – wspomina.

Służbę w RAF w Irlandii Północnej rozpoczął w marcu 1944 roku, a zakończył w październiku 1947 roku. – Jakiś czas posiedziałem w Anglii, ale bez żadnego specjalnego celu. Proponowali mi, żeby pójść do wojsk kolonialnych do Afryki, do Sierra Leone albo Nigerii, ale ostatecznie stwierdziłem, że w Anglii nie ma żadnej przyszłości. Polacy chwytali się tam rozmaitych prac, żeby się utrzymać, bo wojsko nam już nie płaciło. Ja zgłosiłem się do wyjazdu do Ameryki – opowiada.

Ameryka nowym domem

Po demobilizacji w 1947 roku Mieczysław Wilczyński ożenił się z poznaną w Kanadzie Amerykanką polskiego pochodzenia, z którą wyemigrował z Anglii do Stanów Zjednoczonych. Zamieszkali w Chicago, gdzie rozpoczął pracę w firmie elektronicznej Motorola. Tam też ukończył studia wieczorowe na Illinois Institute of Technology. W Motoroli przepracował aż 36 lat, zaczynając od stanowiska technika, przez inżyniera, do samodzielnego konstruktora. Jest autorem i posiadaczem 3 patentów. W 1971 roku został przeniesiony do filii Motoroli w Fort Lauderdale na Florydzie, w której pracował do 1983 roku, po czym przeszedł na emeryturę.

Do stopnia majora nasz bohater został mianowany 9 marca 2001 roku. 8 lat później uzyskał prawo do zaszczytnego tytułu Weterana Walk o Wolność i Niepodległość Ojczyzny, za co otrzymał również medal.

Podeszły wiek nie przeszkadza mu cieszyć się życiem. Chętnie bierze udział w imprezach w Polsko-Amerykańskim Klubie Polonez. – Cały czas należę do klubu – podkreśla. W 1994 roku zmarła jego pierwsza żona. Po trzech latach ponownie się ożenił – z Polką, z którą są razem do dzisiaj.

Jako wielki patriota, nigdy nie zapominał o ojczyźnie. – Zdumiewająco mi się podoba dzisiejsza Polska. Często tam latałem, by odwiedzać swoją rodzinę, a przy okazji obserwowałem postęp od czasu upadku komuny. Myślałem o powrocie, ale tu, w Ameryce, miałem bardzo dobrą pracę, na którą z oczywistych względów, nie było szans w PRL-owskiej Polsce – tłumaczy.

Major Wilczyński planuje już wrześniową imprezę z okazji 101. rodzin. Jaka jest tajemnica tak dobrej formy w tym wieku? – Po prostu trzeba zdać się na Pana Boga i zawierzyć mu swoje życie – odpowiada. – Mam swoje lata i dużo ludzi mówi mi, że dobrze wyglądam jak na swój wiek. Cały czas zresztą jeżdżę samochodem. Oczywiście nie wszystko jest w porządku, bo czasem mi coś dolega, ale jakoś sobie z tym radzę – uśmiecha się dziarski 100-latek.

Arkadiusz Rogowski

wróć
~Zdzich
2018-03-30 13:37:32
Zgłoś do moderacji
Nie uczczono jego 100-lecia a juz zapowiadaja obchody 101 lecia.Troche to dziwne.

Fotorelacje

Kiełbasa Fest w Salem

W niedzielę 9 września Polonia z Salem i okolicy spotkała się na polskim pikniku. Organizatorem imprezy było diecezjalne Sanktuarium św. Jana Pawła II Bożego Miłosierdzia w Salem, w które w zeszłym roku został przekształcony polski kościół św. Jana Chrzciciela w tym mieście. O smaczne, typowe dla kuchni polskiej, jedzenie zatroszczyli się parafianie, część dań dostarczył też pan Edward, właściciel Euromart – polskiego sklepu w Bostonie. Fot. Archiwum parafii

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Wrzesień
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
          01 02
03 04 05 06 07 08 09
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
09-22-2018
Octoberfest w Polskim Klubie w Colchester
09-22-2018
Zabawa Komitetu Parady Pułaskiego w Stamford
09-22-2018
Bankiet ZPA z okazji Parady Pułaskiego w Perth Amboy
09-22-2018
Koncert Paula Stepnia
09-22-2018
Zabawa taneczna w Parku Piłsudskiego w Holyoke
Zobacz kalendarz

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com