Publicysta Stanisław Michalkiewicz spotkał się z Polonią w Clearwater, St. Petersburg i Pompano Beach

01-10-2018

– Polska powinna...
Organizatorem...
Na Florydzie...
Spotkania Polonii z...
Stanisław...
W Clearwater odbyły...

W I połowie grudnia 2017 roku Polonię na Florydzie odwiedził Stanisław Michalkiewicz – publicysta tygodnika „Najwyższy Czas” oraz felietonista Radia Maryja. Spotkania odbyły się w Clearwater, St. Petersburg oraz w Pompano Beach, a ich organizatorami byli Kongres Polonii Amerykańskiej na Florydzie oraz Kongres Polonii Amerykańskiej Zachodniej Florydy.

 „Biały Orzeł”: Co Pana sprowadza na Florydę? Sprawy zawodowe czy chęć wypoczynku?

Stanisław Michalkiewicz: I jedno, i drugie. Na Florydzie jestem już trzeci albo czwarty raz, ale na zachodniej Florydzie po raz pierwszy. Miałem trzy spotkania z lokalną Polonią, a w międzyczasie trochę sobie z żoną wypoczywamy. W Polsce w grudniu jest zimno, a tu jest lato.

O czym rozmawia Pan z tutejszą Polonią?

Tematem moich prelekcji była Polska na tle polityki światowej. A to dlatego, że najłatwiej zrozumieć to, co się w Polsce dzieje, a nawet przewidzieć bieg wydarzeń w niedalekiej przyszłości, na tle światowej polityki. Ona niemal natychmiast przekłada się na sytuację w Polsce, ponieważ w to, co się w Polsce dzieje, w większym stopniu jest efektem tego, co się dzieje na zewnątrz niż wewnątrz kraju.

Jak Pan przedstawia Polonii to, co się dzieje obecnie w Polsce?

Mamy w Polsce wojnę polityczną, która bierze się stąd, że Niemcy nie chcą zrezygnować z wpływów politycznych, jakie sobie nad Wisłą i w ogóle w środkowej Europie wyrobiły, tylko dlatego, że Stany Zjednoczone wróciły do aktywnej polityki w tej części Europy. Niemcy nie chcą się z tym pogodzić, dlatego mamy w Polsce takie polityczne paroksyzmy. Mamy bardzo silne stronnictwo, jak ja to nazywam, pruskie...

Co Pan dokładnie ma na myśli?

Oczywiście Platformę Obywatelską, którą uważam za polityczną ekspozyturę stronnictwa pruskiego.

Czyli niemieckiego?

Ja to nazywam stronnictwem pruskim, bo mam swoją ulubioną teorię spiskową, według której Polską rotacyjnie rządzą trzy stronnictwa – ruskie, pruskie i amerykańsko-żydowskie.

Przypomina mi to teorię Grzegorza Brauna, który w 2015 roku kandydował na prezydenta...

Troszeczkę tak. Tutaj pan Braun ma przekaz podobny do mojego (śmiech).

Kogo Pan popierał w wyborach w 2015 roku?

Ja popierałem partie wolnościowe, ale bez specjalnego powodzenia. Prawo i Sprawiedliwość realizuje pewien ideał, który, jak sądzę, w sercu pielęgnuje Jarosław Kaczyński, mianowicie taką historyczną rekonstrukcję przedwojennej sanacji. Ma to pewne polityczne zalety, dlatego że bardzo wielu ludzi w Polsce ma sentyment do sanacji i bardzo się ta rekonstrukcja tym ludziom podoba.

A Panu?

Mnie trochę mniej, bo sanacja była ruchem etatystycznym, a w porywach nawet socjalistycznym. To widać nawet w ostatnich decyzjach. Wicepremier (obecnie już premier – red.) Mateusz Morawiecki ma pozycję podobną do wicepremiera Eugeniusza Kwiatkowskiego, który za sanacji był kimś w rodzaju dyktatora gospodarczego Polski. To miało swoje dobre strony, ale miało i złe, ponieważ w przypadku etatyzacji gospodarki zaczynają nią rządzić urzędnicy, a to nie jest dobre rozwiązanie.

A samego Morawieckiego jak Pan ocenia?

On niewątpliwie ma doświadczenie w finansach i to nie jest żadna wada, raczej zaleta, ale to, co on nazywa repolonizacją gospodarki, jest w gruncie rzeczy renacjonalizacją gospodarki. Prawo i Sprawiedliwość wybiera takie rozwiązania, które z jednej strony wydają się nawet korzystne dla obywateli, ale jednocześnie takie, które pociągają za sobą rozrost biurokracji.

Czyli Pana zdaniem nie powinniśmy np. odkupywać od Włochów Banku Pekao?

Być może nie powinniśmy byli ich sprzedawać. Ja nie wiem, czy banki koniecznie muszą być państwowe. Przed wojną Bank Polski, który był bankiem emisyjnym, wyemitował walutę – był bankiem prywatnym. Rząd miał w nim zaledwie 1 procent udziałów i nic złego się nie działo.

Czy Pana zdaniem amerykańska Polonia dobrze rozumie to, co się obecnie w Polsce dzieje?

Ja nie mogę się wypowiadać na temat całej Polonii, bo nie mam podstaw, żeby generalizować. Mogę się wypowiadać tylko na podstawie tych doświadczeń, jakie mam ze spotkań z miejscowymi Polakami. Ale na te spotkania przychodzi, kto chce i kto się interesuje tymi sprawami. Na tej podstawie i dyskusji, jakie się odbyły na nich, nabrałem przekonania, że Polacy na Florydzie dosyć dobrze orientują się w polskich sprawach. Właściwie nie powiedziałem im niczego nowego, czego by nie wiedzieli, tylko pokazałem im to tło międzynarodowe i to właśnie było nowością dla słuchaczy. Ale mam wrażenie, że się dobrze orientują w polskich sprawach i że się interesują tym, co się w Polsce dzieje.

Czy Pana zdaniem te sprawy w ojczyźnie idą teraz w dobrym kierunku?

Prawo i Sprawiedliwość robi różne meandry. Dymisja pani premier Beaty Szydło może świadczyć o jakimś zwrocie w polityce Prawa i Sprawiedliwości, a gdyby nastąpiły jeszcze inne dymisje w rządzie, np. ministra Macierewicza, której opozycja nie może się doczekać, to świadczyłoby o tym, że Jarosław Kaczyński cofa się na całej linii.

Ale w jakim kierunku?

Jeszcze jest za wcześnie, żebym był pewien, czy dobrze myślę, ale przypuszczam, że ma świadomość tego bardzo silnego naporu, jaki organizują w Polsce Niemcy, opozycja, a wkrótce być może i Rosjanie, bo prezydent Steinmeier był ostatnio w Moskwie w celu zacieśnienia strategicznego partnerstwa niemiecko-rosyjskiego, co może się przełożyć na nacisk i z rosyjskiej strony. Być może dlatego Jarosław Kaczyński szuka schronienia pod parasolem żydowskim. Chciałbym zwrócić uwagę, że te roszady rządowe zostały poprzedzone taką szabasową kolacją u pana Danielsa (z fundacji From The Depths – red.), który pełni rolę takiej szarej eminencji środowiska żydowskiego. Był na niej wicepremier Morawiecki, był wicepremier Gliński, wicemarszałek Senatu Adam Bielan, wiceminister spraw zagranicznych Jan Dziedziczak i poseł Arkadiusz Mularczyk. A pani Szydło tam nie było i być może to jest trop, który nas prowadzi na właściwą ścieżkę. Ale nie jestem tego pewien...

Wspomniał Pan o zacieśnieniu stosunków między Niemcami a Rosją. Ale przecież Niemcy są dzisiaj postrzegane w Polsce jako nasi partnerzy, przyjaciele, a same prezentują się jako adwokat Polski w Europie..

Ale z adwokatem to jest taki problem, jak w tej anegdotce, w której adwokat powiedział swojemu klientowi: wygrał pan sprawę, tylko trzeba zapłacić i odsiedzieć. Niemcy za swoje usługi spodziewają się wynagrodzenia i to takiego porządnego. Myślę, że to wynagrodzenie postrzegają jako wpływ polityczny w Polsce. Pani kanclerz Angela Merkel nawet zresztą specjalnie nie ukrywa, że chciałaby widzieć Donalda Tuska – swojego faworyta – w 2020 roku na stanowisku prezydenta Polski. Czy to się uda, to nie wiem, ale starania są bardzo widoczne. A ubocznym skutkiem tych starań jest polityczna wojna w Polsce.

Patrząc na kontrakty w sprawie gazu LNG, czy negocjacje w sprawie zakupu baterii Patriot, można odnieść wrażenie, że przechodzą one ze sfery deklaracji do sfery konkretów gospodarczych. Jak Pan to ocenia?

Stanisław Michalkiewicz: No właśnie chyba nie, bo zdaje się, że wiceminister obrony włączył hamulec. Powiedział, że strona amerykańska za drogo sobie ceni Patrioty i na razie chyba ta transakcja się odwlecze. Nie wiem tylko na jak długo. Generalnie w stosunkach amerykańsko-polskich jest duża szansa na poprawę, dlatego, że prezydent Barack Obama raczej wycofywał Stany Zjednoczone z aktywnej polityki w Europie środkowo-wschodniej, co oczywiście natychmiast wykorzystywali strategiczni partnerzy, czyli Niemcy i Rosja. Natomiast prezydent Donald Trump 6 lipca złożył wizytę w Polsce podczas forum państw Trójmorza i powiedział, że bardzo mu się ten projekt podoba i że Stany będą go wspierały. To jest bardzo ważna deklaracja, bo projekt Trójmorza, czyli takiego związku państw środkowoeuropejskich ze Stanami Zjednoczonymi jako protektorem, to jest szansa dla krajów środkowej Europy, między innymi dla Polski. Jeżeli ten projekt zostałby zrealizowany, to jeśli miałbym go porównać do jakiegoś innego wydarzenia historycznego, to bym go porównał do Unii Lubelskiej. To by było wydarzenie podobnej rangi dziejowej. Drugim elementem tej sytuacji jest to, że ze strony Stanów Zjednoczonych nie jest to akt bezinteresownej życzliwości, bo Niemcy po 1990 roku stały się wyznawcami doktryny politycznej, która się nazywa europeizacją Europy i która polega na takim delikatnym, bo dopóki wojsko amerykańskie stacjonuje w Niemczech, to nie ma miejsca na gwałtowne ruchy, ale cierpliwym i metodycznym wypychaniu Stanów Zjednoczonych z polityki europejskiej. Nietrudno się domyślić, dlaczego to robią. Niemcy pamiętają, że na skutek dwukrotnego wtrącenia się Ameryki do polityki europejskiej przegrały dwie wojny, które mogły przecież wygrać. Dlatego nie życzą sobie, ale Stany Zjednoczone wcale się nie chcą tak dać wypchnąć z polityki europejskiej. Aby się nie dać wypchnąć, muszą mieć jakiś obszar w Europie, na którym mogłyby pewnie postawić obydwie stopy. I Trójmorze to jest odpowiedź na tę amerykańską potrzebę. I bardzo dobrze, bo gdyby to był tylko taki akt bezinteresownej życzliwości, to wiadomo że łaska pańska na pstrym koniu jeździ, ale jeśli jest to wspólnota pewnego interesu politycznego, to tym lepiej. To świetnie, bo ma szansę powodzenia.

A jeśli chodzi o sferę bezpieczeństwa, myśli Pan, że ta obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce i na wschodniej flance NATO rzeczywiście gwarantuje Polsce bezpieczeństwo?

Nie. Ta obecność jest czysto symboliczna, bo co to znaczy rotacyjna obecność ciężkiej brygady? Hitler jak się wyprawiał na Rosję, to miał 250 dywizji, a i to się okazało za mało. To jest tylko taka demonstracja. Nie narzekam na to, bo jak mówią, dobra psu i mucha, ale wydaje mi się, że Polska powinna uzyskiwać większe korzyści chociażby z członkostwa w NATO. Polska wnosi do NATO bardzo istotny aport w postaci swojego terytorium, które udostępnia Stanom Zjednoczonym dla globalnej rozgrywki polsko-amerykańskiej, ryzykując w razie czego zniszczeniem tego terytorium ze wszystkimi tego konsekwencjami. Z naszego punktu widzenia jest to aport ważny, dlatego uważam, że Polska powinna uzyskiwać większe korzyści. Mam tu na myśli dwie kwestie. Po pierwsze, żeby rząd amerykański oficjalnie obiecał Polsce, że nie będzie wywierał na nią żadnych nacisków w sprawie realizacji żydowskich roszczeń majątkowych. Po drugie – Polska podejmując się niebezpiecznej roli amerykańskiego dywersanta na wschodnią Europę, siłą rzeczy stała się państwem frontowym. W związku z tym byłoby dobrze, gdyby Stany Zjednoczone traktowały Polskę podobnie jak traktują inne państwo frontowe, czyli Izrael. A więc kroplówka finansowa na dozbrojenie i modernizację armii (w Izraelu jest to 4 mld dolarów) oraz korzystanie z udogodnień wojskowych, podobnych do tych, z jakich korzysta Izrael. Dobrze jest mieć sojusznika, trzeba go szanować, spełniać różne jego prośby, ale muskuły trzeba prężyć własne. Polska powinna wykorzystać obecność w NATO dla szybkiego umocnienia i modernizacji własnych sił zbrojnych. Czym się kończy prężenie cudzych muskułów, to myśmy się przekonali we wrześniu 1939 roku.

Muszę też Pana zapytać o Unię Europejską. Mówi się, że te obecne relacje Polski z Brukselą są bardzo złe. Czy powinniśmy się w ogóle tym przejmować?

Unia Europejska, to znaczy władze Unii, podejmują wobec Polski kroki wyraźnie wrogie. I to od początku 2016 roku. W styczniu 2016 roku Komisja Europejska wszczęła wobec Polski bezprecedensową procedurę sprawdzania stanu demokracji i praworządności. Wobec żadnego kraju członkowskiego taka procedura nigdy nie została wszczęta, a wobec Polski została rozpoczęta. Chodzi o to, żeby nas tutaj zdyscyplinować, żebyśmy się słuchali, bo nie może być tak, żeby Polska się nie słuchała Niemiec i robiła różne rzeczy do spółki z Węgrami, zwłaszcza po swojemu. Niemcy nie chcą na to pozwolić i w związku z tym te wrogie akty nie wynikają z jakiejś polskiej inicjatywy, lecz z inicjatywy władz Unii Europejskiej, które by nigdy tego nie zrobiły bez niemieckiej zachęty. W związku z tym mamy taką sytuację.

A Brexit z czego Pana zdaniem wynika?

W moim przekonaniu Wielka Brytania została z Unii Europejskiej wyciśnięta – Niemcy nie życzyły sobie jej obecności, bo ona przysparzała im więcej kłopotów niż korzyści. Chciałbym przypomnieć, że kiedy premier Cameron zapowiedział referendum, to odsetek zwolenników wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii był prawie identyczny z odsetkiem zwolenników pozostania. I wtedy Komisja Europejska, na chyba półtora tygodnia przed referendum brytyjskim, podała wiadomość oficjalną, ale fałszywą, że wkrótce do Unii Europejskiej zostanie przyjęta Turcja. I wtedy odsetek przeciwników pozostania Wielkiej Brytanii w Unii nieznacznie wzrósł, ale na tyle, żeby referendum opowiedziało się za wyjściem. A potem Komisja Europejska swoją wiadomość oficjalnie podaną, zdementowała. Moim zdaniem było to działanie intencjonalne.

Czy Polska powinna się obawiać działań Brukseli? Czy Unia może nam w ogóle coś zrobić? Niektóre media podają, że ta obecna sytuacja może odbić się na następnym siedmioletnim budżecie, czyli dotacjach...

Może się to odbić. W ogóle teoretycznie Unia Europejska dysponuje pewnymi instrumentami dyscyplinującymi, nawet w postaci sankcji. Taka łagodniejsza forma to pozbawienie państwa nieposłusznego prawa głosowania w organach stanowiących Unii. To znaczy, że o naszych sprawach decydowaliby inni.

Ale władze Węgier już oświadczyły, że nas obronią...

Teoretycznie zastosowanie takich sankcji wymaga jednomyślności. Węgry oświadczyły, bo jedziemy trochę na tym samym wózku, że nie poprą na terenie Unii Europejskiej żadnego nieprzyjaznego kroku wobec Polski. To oznacza, że tej jednomyślności zabraknie. Ale traktat lizboński ma sporo takich szczegółów, gdzie przy naciąganej interpretacji, a trzeba się z tym liczyć, Komisja Europejska może próbować ominąć ten zakaz jednomyślności. Na przykład, że Polska podważa zasady wspólnotowe. Wtedy też ta jednomyślność jest wymagana, ale już nie tak stanowczo jak w innych przypadkach. Dlatego trzeba się liczyć z różnymi próbami. Dobrze, że Polska współpracuje z Węgrami, choć szkoda, że tylko z nimi, bo dobrze by było, żeby miała więcej takich oddanych przyjaciół, na których może liczyć wśród krajów środkowej Europy. Ale dobrze, że chociaż Węgry są. Ten kraj wiele razy pomagał Polsce. Warto przypomnieć, że za 2 lata będzie setna rocznica Cudu nad Wisłą w wojnie polsko-bolszewickiej, a w 1920 roku rząd węgierski oddał do dyspozycji Polski fabryki amunicji w Budapeszcie i ta amunicja dosłownie w ostatniej chwili, pociągami przez Karpaty, została dostarczona na stację kolejową w Skierniewicach i prosto z wagonów trafiła bezpośrednio na linię frontu. Gdyby nie to, Bitwa Warszawska byłaby przegrana, bo nasze wojsko nie miałoby czym strzelać. 


Stanisław Michalkiewicz urodził się 8 listopada 1947 roku w Lublinie. Prawnik, publicysta, eseista, nauczyciel akademicki, autor książek, komentator wydarzeń w Polsce, w Europie i na świecie. W okresie PRL-u działacz opozycji i wydawca podziemnego pisma „Kurs”. W 1987 roku współzałożyciel Ruchu Polityki Realnej. Z ramienia Unii Polityki Realnej kandydował do Sejmu w latach 1991, 1993 i 1997. W 1992 roku dostał nominację na sędziego Trybunału Stanu, którym był aż do rozwiązania Sejmu w roku 1993. Opracował projekt konstytucji, przewidujący system prezydencki. Obecnie pracuje jako publicysta „Najwyższego Czasu!” i „Naszej Polski”, współpracuje z Radiem Maryja. Jest także wykładowcą w Wyższej Szkole Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Jest żonaty, ma troje dzieci.

wróć

Fotorelacje

Wakacje z Panem Bogiem w Perth Amboy, NJ

Kolejny rok z rzędu w dniach od 1 do 7 lipca odbyły się „Wakacje z Panem Bogiem” organizowane przez parafię św. Jana Pawła II w Perth Amboy, NJ na czole z o. Waldemarem Łątkowskim i grupą opiekunów, wśród których były również Siostry Służebniczki NMP NP z New Jersey. Wakacje miały miejsce nad Lake George w północnej części stanu Nowy Jork. Uczestniczyło w nich 120 dzieci i młodzieży, a najmłodsza uczestniczka miała zaledwie dwa latka. Fot. Archiwum parafii

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Kalendarium

Lipiec
Pon Wto Śro Czw Pią Sob Nie
            01
02 03 04 05 06 07 08
09 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
07-20-2018
Koncert Krzysztofa Medyny i Adama Makowicza
07-21-2018
Dożynki w Parafii Niepokalanego Poczęcia NMP w Indian Orchard
07-21-2018
Dyskoteka w Polskim Centrum im. św. Jana Pawła II w Clearwater
07-21-2018
Kongres 60 milionów – edycja Buffalo
07-21-2018
Turniej tenisa stołowego w Polskim Centrum w Clearwater
Zobacz kalendarz

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com