Nasze Kresy 2017

09-11-2017

Polska szkoła w...
Przed domem dziecka...
Przystanek...
Klasa szkolna w...
Spotkanie w...
Przed głównym...
U Marysi Krych w...
P. Maria Pustelnik...
W Domu Polskim w...
Dom Polski i szkoła...
Pani Julia Sirkowa...
Pożegnanie z panią...

Krystyna Markut, współzałożycielka Amerykańskiego Instytutu Kultury Polskiej na Florydzie i zaangażowana działaczka polonijna, niestrudzenie niesie pomoc rodakom na Ukrainie. W tym roku znów wyruszyła w podróż na dawne Kresy Wschodnie, by wesprzeć mieszkających tam Polaków nie tylko finansowo, ale też dobrym słowem i pamięcią. Cieszymy się, że na łamach „Białego Orła” pani Krystyna zechciała się podzielić z Czytelnikami swoją relacją z tej wyprawy.

Tegoroczna wyprawa na Kresy odbyła się w zmienionym składzie. Pani Maria Mirecka-Loryś nie pojechała tym razem z nami, uważając, że kilka dni w podróży może być zbyt forsowne dla jej wieku (w lutym br. ukończyła 101 lat!). Obie – z Danusią Skalską – zgodziłyśmy się z jej decyzją. Jako trzecia dołączyła do nas p. Dorota Prokop z Kielc, która również uczestniczyła w Zjeździe Kresowian na Jasnej Górze.

Spotkanie we Lwowie

19 lipca spotkałyśmy się we Lwowie, w mieszkaniu moich krewnych, na szybką naradę z naszym kierowcą Orestem. Około południa wyjechaliśmy ze Lwowa do Sambora, aby złożyć krótką wizytę u sióstr Franciszkanek, które prowadzą dom dziecka i wychowują 13-letniego sierotę Mariana, którego poznaliśmy w ubiegłym roku, a który akurat wyjechał do Polski na wakacje do zastępczej rodziny. Odwiedziliśmy również ks. Andrzeja Turka w parafii św. Jana Chrzciciela Męczennika, która ma 1,500 parafian w Samborze i okolicy. Cenimy bardzo tego kapłana za jego polskość i niezłomną postawę względem używania języka polskiego w liturgii.

Z Sambora pojechaliśmy do Łanowic, gdzie znajduje się Towarzystwo Kultury Polskiej, którego prezesem jest p. Walery Tracz. Opowiadał nam, że w Łanowicach i okolicy 99% mieszkańców to ludność polska. Jako radny Rejonowej Samborskiej Rady ma możliwość organizowania polskich ośrodków i uroczystości narodowych. Łanowice mają szkołę polską i drużynę piłki nożnej, a Towarzystwo Kultury Polskiej zrzesza 1,200 członków. Jako radny organizuje również opiekę nad starszymi, chorymi ludźmi. Odwiedziliśmy jedną z podopiecznych p. Walerego.

Z Łanowic pojechaliśmy bardzo „dziurawą” drogą do Jaworowa, gdzie czekały na nas panie Zofia Michniewicz i Ludmiła Kencało z Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej – Oddział w Jaworowie. Obie panie są bardzo aktywne w tym Towarzystwie, organizując imprezy z okazji świąt narodowych. Chlubą Towarzystwa jest polska szkoła i ucząca się w niej młodzież, utrzymująca polskie tradycje. Pod hasłem „Cudze groby nie istnieją” członkowie towarzystwa opiekują się polskimi cmentarzami w okolicy. Po miłej towarzyskiej pogawędce czas był wracać do Lwowa na nocleg.

Do Zbaraża

20 lipca po naradzie wyjechaliśmy ze Lwowa przez Winniki, Złoczów i omijając Tarnopol dojechaliśmy do Zbaraża. Tam spotkaliśmy się z panem Piotrem Bajdeckim, prezesem Polskiego Towarzystwa Kulturalno-Oświatowego, który zaprowadził nas do kościoła św. Antoniego. Jest to przepiękny zabytek zdewastowany przez Rosjan, którzy w tym sakralnym przybytku urządzili klubo-kawiarnię. Z opowiadania franciszkanina i realiów kościoła widoczny jest progres odnowy, a inwentaryzacja zgromadzonych w bocznych nawach kościoła rzeźb, kolumn i rozbitych szczątków do restauracji wskazuje na ogrom oczekującej tam pracy. W odnowionej części kościoła franciszkanie odprawiają polskie msze św. dla około dwustu parafian. Ze złamanym sercem opuszczaliśmy ten przepiękny obiekt naszej kresowej kultury.

Wyjeżdżając ze Zbaraża, skierowaliśmy się do Haluszczyniec, gdzie Marysia Krych – prezeska Towarzystwa Kultury Polskiej im. ks. Bronisława Mireckiego – czekała na nas z domowym obiadem. Marysia jest siostrą ks. Michała Bajcara, który był wychowankiem ks. B. Mireckiego. Opowiadała o problemach Polaków, które wynikają ze stosunku obecnego księdza do parafian, w tym o głoszeniu kazań po ukraińsku. Marysia jest pełna obaw, czy Towarzystwo przetrwa następnych kilka lat, bo członkowie wyjeżdżają do Polski. Z Marysią pojechaliśmy na cmentarz pomodlić się i zapalić znicz na grobie ks. Bronisława Mireckiego. Cmentarz wygląda dużo lepiej, bo młodzież wykosiła chwasty i teraz widać te stare, piękne pomniki.

Ślady polskości

Z Hałuszczyniec późnym popołudniem wyjechaliśmy do Skałatu. Ks. Michał Murygina przyjął nas bardzo serdecznie, ale zapowiedział, że warunki u niego są raczej prymitywne, bo dopiero urządza plebanię, a kościół pod wezwaniem św. Anny jest w budowie – na miejscu starego kościoła sprzed wojny. W sąsiedztwie kościoła i plebanii znajduje się stara baszta obronna Skałatu. Noc przespałyśmy „na waleta” z Dorotą na rozkładanej kanapie, a Danusia na rozklekotanej leżance. Rano, po skromnym śniadaniu, ks. Michał próbował skontaktować nas z Kamieńcem Podolskim, ale okazało się, że nie mamy po co tam jechać, bo ks. Alojzy Kosobudzki pojechał do Polski. Pożegnaliśmy ks. Michała bardzo serdecznie, życząc mu szybkiej, dobrej budowy i ruszyliśmy w drogę przez Trembowlę do Czortkowa. W swoim domu oczekiwała nas kierowniczka polskiej szkoły p. Maria Pustelnik. Szkoła ma 180 dzieci mieszanych narodowości. Pani Maria jest również prezesem Towarzystwa Kultury Polskiej. Wszędzie zaznacza się ubytek Polaków, bo od czasu zniesienia wiz bardzo dużo ludzi wyjeżdża do pracy w Polsce.

Z Czortkowa pojechaliśmy do Buczacza, który pamiętaliśmy jako wspaniały ośrodek polski przy kościele Matki Bożej Szkaplerznej wybudowanym przez Potockich. Zawiodły nas oczekiwania, bo ks. Dariusz Pietnik powiedział nam, że nie może odprawiać mszy św. po polsku, bo ludzie nie znają polskiego i odpowiadają po ukraińsku. Na moje pytanie jak teraz wygląda cmentarz, na którym była pochowana babcia p. Marii Mireckiej-Loryś, odpowiedział, że nie wie, bo nigdy tam nie był. Rozczarowani tą wizytą pojechaliśmy do pobliskiej Krynicy (dawniej Korościatyn) zmówić modlitwę i zapalić znicz na wspólnej mogile pomordowanych siekierami Polaków w nocy z 28 na 29 lutego 1944 r. przez banderowców. Pośród wielu jest tam sześć osób z rodziny mojego ojca. Najmłodsza Marysia Sawa miała 6 lat. Od obecnej na cmentarzu młodej kobiety dowiedzieliśmy się, że ostatnia Polka – p. Helena Truś – już nie żyje i pochowana jest na tym cmentarzu. Z ciężkim sercem opuszczaliśmy to miejsce wiecznego spoczynku.

Wierni Polsce

Jadąc przez Monasterzyska i Trembowlę, dojechaliśmy późnym wieczorem do Gródka Podolskiego. Pani Olga Draczkowska – prezes Towarzystwa Dobroczynnego „Polonia” – z trzema młodymi absolwentami polskiej szkoły przyjęła nas po królewsku wspaniałą kolacją z pięknym, owocowym tortem. Poinformowano nas, że wszystkie te dobra pochodzą z własnego ogródka. Znamy p. Olgę z poprzedniej wizyty i wiemy, że jest bardzo czynna w środowisku polskim. Olbrzymi budynek mieści nie tylko szkołę, ale również Dom Polski, a obok tego budynku wita przybyszów posąg św. Jana Pawła II. Długie Polaków rozmowy o działalności towarzystwa trwały do późnej nocy. Tym razem nocleg był bardzo wygodny. Rano 22 lipca p. Olga przywitała nas dobrym śniadaniem ze świeżymi bułeczkami. Żal było rozstawać się z tak miłym ośrodkiem polskości, ale mieliśmy przed sobą sporo kilometrów do Chmielnickiego (dawny Płoskirów). Zajechaliśmy tam do zamkniętego ośrodka uniwersyteckiego, gdzie przywitała nas p. Julia Sirkowa. Trudno wymieniać tytuły p. Julii, bo jest to osoba, która piastowała już różne funkcje w tym naukowym ośrodku polskości, a prawdę mówiąc jest inspiratorką i duszą wszelkich polskich działań od 1991 roku. P. Julia – nauczycielka z zawodu – była założycielką Zjednoczenia Nauczycieli Polskich na Ukrainie, któremu prezesowała przez 10 lat. W 2006 roku prezesem został p. Adam Chłopek z Drohobycza i jest nim do chwili obecnej, a p. Julia prowadzi Oddział Nauczycieli w Chmielnickim. Największym osiągnięciem pracy tej aktywnej, energicznej patriotki jest umowa z rektorem uniwersytetu i utworzenie katedry języków słowiańskich z językiem polskim jako wiodącym. Organizowanie olimpiad naukowych, prelekcji i odczytów, nawet fundowanie pomników historycznych i tablicy pamiątkowej ofiar Smoleńska to bezsporna działalność p. Julii. Przeszliśmy przez salę, gdzie studenci odbywali próbny egzamin wstępny na studia. Oglądaliśmy albumy i plansze ze zdjęciami z licznych uroczystości polskich. Jakby nie było dosyć tych obowiązków, p. Julia również otacza opieką chorych i potrzebujących Polaków w mieście. Tytan pracy! Wyjeżdżaliśmy z tego ośrodka nauki podbudowani nadzieją, że polskość trwa na tych ziemiach kresowych, dopóki żyją ludzie tej miary co p. Julia.

Wracając do domu…

Późnym popołudniem dojechaliśmy do Wołoczysk, gdzie spotkaliśmy p. Kazimierza Hładyszewskiego, prezesa Związku Polaków na Ukrainie (nie mylić z Federacją Polaków na Ukrainie). Jedyną aktywnością tego Związku jest wyrabianie Kart Polaka dla miejscowych ludzi. P. Kazimierz nie wie, ilu członków ma jego organizacja. Jadąc przez Tarnopol mieliśmy nadzieję spotkać prezesa Polskiego Towarzystwa Kulturalnego, ale okazało się, że jest on aktualnie w Polsce.

Wróciliśmy do Lwowa, do domu siostry Grażyny, która opiekuje się chorymi Polakami w samym Lwowie. Siostra ma 60 podopiecznych, jednego zakonnika i kilka osób z kościoła Marii Magdaleny do pomocy. Zakończyliśmy dzień krótko przed północą, żegnając się z Danusią i Dorotą, które odjeżdżały do Polski następnego dnia.

Mój pobyt we Lwowie tym razem był u mojej krewnej Roxelany Zając, która w ostatnim roku zmieniła mieszkanie i mogła mnie u siebie gościć. W niedzielę 23 lipca poszłyśmy z Roxelaną na mszę św. do kościoła św. Antoniego, gdzie odprawiane są regularnie trzy msze św. po polsku i trzy po ukraińsku. Zadziwiające jest, że po tylu latach odcięcia Lwowa od Polski, wciąż jest tam tylu Polaków. Kościół był pełny, a brzmienie polskich pieśni i liturgii cieszy takiego przybysza jak ja. Po mszy św. Mirek, zięć Roxelany, zabrał nas na cmentarz Janowski, aby odwiedzić groby moich dziadków. Potem jazda na Lewandówkę, szukanie śladów mojego domu (nadaremne), wizyta w poliklinice, gdzie Mirek jest chirurgiem, dalej odwiedzanie starych miejsc zamieszkania w czasie wojny. Była to dla mnie bardzo emocjonalna wędrówka po „starych śmieciach”. Następnego dnia odwiedziłam Halinkę Makowską w dawnym pałacu Ledóchowskich i na tym zakończyłam pobyt w moim mieście. Następnego dnia Roxelana i Mirek odwieźli mnie do pociągu. Pożegnaliśmy się, życząc sobie następnej wizyty w przyszłym roku.

Wszystkim ludziom wielkiego serca dziękuję bardzo za donacje, które mogłam przekazać potrzebującym po tamtej stronie granicy wschodniej Polski. Niech dobry Bóg wynagrodzi Wam za hojność, a rodacy wdzięczni za okazaną pomoc proszą Boga o Wasze zdrowie. Bóg zapłać!

Krystyna Markut

wróć

Fotorelacje

Wiceminister rozwoju Tadeusz Kościński w USA

– To była krótka, ale bardzo intensywna wizyta – mówi o pobycie wiceministra rozwoju Tadeusza Kościńskiego na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych konsul Sabina Klimek z Wydziału Handlu i Inwestycji Konsulatu Generalnego RP w Nowym Jorku. W dniach 19-22 listopada minister odbył w Bostonie, Nowym Jorku oraz Waszyngtonie szereg spotkań z inwestorami oraz przedstawicielami administracji amerykańskiej. Fot. Marcin Bolec

zobacz inne galerie

Galerie Video

Jasełka w Webster

Liturgiczny okres Bożego Narodzenia wieńczy Niedziela Chrztu Pańskiego. Uroczystość ta w bieżącym roku przypadła w niedzielę 10 stycznia. Uczniowie i nauczyciele Polskiej Szkoły Sobotniej przy parafii św. Józefa w Webster wybrali ten właśnie dzień na zaprezentowanie tradycyjnych polskich jasełek.

zobacz inne filmy

Realizacja: IdeoPowered by: CMS Edito

Wszelkie prawa zastrzeżone dla BiałyOrzeł24.com